Dzień dobry wieczór.

Zapewne nasuwa się Wam pytanie: „czemu taka nazwa strony”. Nie chciałem używać subdomeny blog, a że mam czasem skłonności do narzekania, to padło na „o jeny”, właśnie. 😉 Samo wyrażenie dość często stosuje się w moich rodzinnych stronach, a z jego szerszym opisem – poza tym co widnieje w pierwotnym podtytule tego notatnika – można zapoznać się w krótkim omówieniu na stronach PWN.

Etymologia bloga

Kiedyś miałem już zgryzopis, i to się dobrze sprawdzało, choć wtedy byłem bardziej szalony, więc i wpisy bywały obrazoburcze. Ogólnie jednak pomysł się sprawdził, więc pomyślałem że może tak być i dziś. Ponieważ zaś nie zawsze mam sumienie zabierać czas osobom które akurat są w pobliżu, a i lepiej wychodzi mi epistolografia, zacząłem tworzyć dłuższe (parę~naście akapitów) treści na Facebooku. Najwyraźniej jednak social media nie lubią moich ścian tekstu, które czasem potrafię z siebie wypluć, zrobiłem więc sobie przestrzeń do bazgrania żeby mieć gdzie skatalizować frustrację – wydaje mi się, że lepiej tak, niż np. głową w mur.

Znajomi mogą spytać, skąd we mnie te emocje. Pytanie celne – nie jestem kombatantem z traumą, nie mam też destruktywnych myśli. Po prostu mam nazbyt idealistyczny pogląd na świat, co w połączeniu z minimalną siłą sprawczą daje poczucie bezsilności, czasem rozgoryczenia. Gdy dodać do tego introwertyzm z elementami perfekcjonizmu, powstaje specyficzna mieszanka – nie wybuchowa, a implodująca.

Jak powiedział mój kumpel: ktoś, mający myśli ale ich nie spisujący nie jest autorem, a co najwyżej myślicielem. Kto wie, może zapisanie moich myśli pomoże mi w pozbyciu się ich z tyłu głowy i będę się mniej garbić? W końcu – nie chcę za bardzo zadzierać nosa, ale a nuż moje gryzmoły komuś pomogą w problemach (na zasadzie gumowej kaczuszki), a już będzie o decymetr lepiej. Albo choćby i o centymetr, bo rozwój to kręta ścieżka. 😉

Ciąg dalszy (niech) nastąpi

Życzę więc miłego odbioru – tylko nie potknijcie się o mój światopogląd. Wszak z jednej strony jesteście tu na własne ryzyko (niewielkie, ale jednak), z drugiej – mimo, że nie jestem tak ujmujący w argumentacji jak pan Tomasz Stawiszyński – chyba nie gryzę. 😀 No, to niech tam – byleby bez „o jeny”. 😉

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.